INSPIRACJE KS. JANA:

 

To jest wiadomość, która obiega dziś cały świat wierzący i niewierzący: On zmartwychwstał! Nawet jeśli wrogowie chcą Go zabić i pogrzebać. Nawet jeśli zamkną grób i otoczą strażami. „Jemu nie oprze się żadna pieczęć, grób ani kamień, żadna skała. Nawet kiedy samo piekło go [nie pochłonie]. On zwycięży”.

 

Niewierny stoi bezradnie, ze zwątpieniem i rozpaczą nad grobem Zbawiciela świata. On nie może, nie, on nie chce uwierzyć. Jeśli uzna ten cud, to jego dumny zbudowany na ograniczonej wiedzy człowieka dom zawali się jak domek z kart. Wtedy Chrystus będzie naprawdę Bogiem i Synem Bożym. Wtedy jego słowo, jego nauka, jego Ewangelia będą naprawdę radosnym przesłaniem Boga dla ludzi. Wtedy niewiara będzie głupotą, złą drogą. Dlatego też Chrystus nie mógł zmartwychwstać, a niewiara jak naiwne dziecko szuka najżałośniejszych wymówek i interpretacji. Apostołowie wykradli ciało i twierdzą, że On zmartwychwstał, tak mówią jedni. Jak apostołowie mieli wykraść ciało z zapieczętowanego, strzeżonego przez żołnierzy grobu? Ci apostołowie, którzy jeszcze przed trzema dniami na Górze Oliwnej strachliwie rozpierzchli się we wszystkie strony, a Mistrza pozostawili swojemu losowi? Apostołowie, którzy trzęsąc się ze strachu, siedzieli za zamkniętymi drzwiami w wieczerniku i którzy każdy szmer brali za oprawców, chcących także ich, jako zwolenników Nazarejczyka, zawieść przed oblicze sędziego? I za to świadome oszustwo oszuści, ci sami apostołowie, mieliby później wziąć na siebie wszystkie te niedostatki i prześladowania, a nawet poświęcić życie, nie zaznając przy tym ziemskiego zysku czy sukcesu. Nie, dla zdrowego rozsądku jest to zbyt naiwne, aby w to uwierzyć.

Fragment kazania wygłoszonego 24 marca 1940 r.

*** 

To jest uniesienie! Błogosławiona radość, to jest radość wewnętrzna, przynosząca błogosławieństwo radość duszy. Tu nie chodzi tylko o radość z prezentów, lecz z największego prezentu, jaki dał ludziom Boski Ojciec. To nie jest sama radość z dni świątecznych, przyjemności, lecz głębsza radość: Transeamus usque Bethlehem! Pójdźmy do Betlejem! Dzisiaj narodził się Zbawiciel, Zbawiciel dusz!

Słynny obraz Coreggio prawidłowo przedstawia świętą noc, w której całe światło wychodzi od Dzieciątka Bożego. Całe ciemne tło jest oświetlane tylko Jego światłem. To wszystko co towarzyszy Świętom Bożego Narodzenia otrzymuje światło tylko od wielkiego daru Boga w żłóbku. Bóg stał się człowiekiem, abyśmy mogli stać się dziećmi Bożymi!

Dlatego mamy się wszyscy cieszyć.

Także ty, który obchodzisz biedne Święta Bożego Narodzenia, biedniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Dzieciątko z Betlejem samo jest biedne, biedniejsze od najbiedniejszego dziecka. Przybywa, aby cię pocieszyć, wzbogacić wewnętrznie. Woła do ciebie: Błogosławieni ubodzy w duchu!

Radość powinieneś odczuwać także ty, smucący się z powodu pustego miejsca przy choince, które w ubiegłym roku było jeszcze zajęte. Światła choinki odbijały się w oczach pełnych łez, kiedy myślałeś o tej drogiej brakującej ci teraz duszy. Ale Dziecię Boże przyjdzie przecież z Bożego domu. Swoim paluszkiem wskazuje ku górze, gdzie ponownie się zobaczycie.

Także ty siwy starcze, którego Święta Bożego Narodzenia stają się coraz bardziej samotne, który myślisz o pożegnaniu się z tym światem i przygotowujesz się do wielkiej podróży… Popatrz, światełka na choince przypominają światło wieczne, gwiazdy, wieczne gwiazdy. Jeśli już Betlejem tej ziemi było tak piękne, to jak wspaniałe będzie dopiero Betlejem wieczne.

Wielka radość dla całego ludu. Doprawdy żadne przesilenie nam nie jest potrzebne. Takie błogosławione pocieszenie mogą nam zapewnić tylko chrześcijańskie Święta Bożego Narodzenia.

Fragment kazania wygłoszonego 25 grudnia 1940

***

Król Saksonii Widukind, najzacieklejszy i najdzielniejszy wróg Karola Wielkiego, w krwawych walkach długo stawiał opór Karolowi Wielkiemu i chrystianizacji jego kraju. Karol rozpoczął pertraktacje i zaprosił go do swego obozu. Długo obradowali. A wtedy, jak niesie wieść, nadeszła Wigilia Świąt Bożego Narodzenia.  potężnej katedrze słychać było śpiewy, paliły się świece, powiewały chorągwie i w posłaniu Syna Bożego ogłaszano miłość Bożą. To wszystko tak bardzo wzruszyło Saksończyka, że nie stawiał więcej oporu i w 785 przyjął chrzest. Cały lud saksoński podążył za nim i nawrócił się. Ile już serc na całym świecie dotknęło, odnowiło i nawróciło to obfitujące w łaski święto. Ty także pozwól zmiękczyć swoje serce! Pomyśl o błogosławionych dniach dzieciństwa, dniach wspólnoty z Chrystusem i pozwól głębokiej radości Bożego Narodzenia zagościć w twoim sercu!

Fragment kazania wygłoszonego 25 grudnia 1940

***

O potędze różańca niech nas przekona wreszcie następujące zdarzenie. Dwóch młodych księży wybrało się nad jezioro w Tyrolu. Nagle jeden zauważył na środku jeziora kołyszącą się próżną łódź „To zapewne któryś z rybaków – mówili do siebie – musiał niedbale łódź u brzegu uwiązać, a fala poranna uniosła ją na głębię. Podpłyńmy, zabierzmy łódkę ze sobą, a wyświadczymy biedakowi przysługę, bo może już dawno się niepokoi o nią, i szuka daremnie”. Podpłynęli, łódź jednak nie była pusta, na dnie jej ujrzeli człowieka z przestrzeloną na wylot piersią zanurzonego w kałuży krwi, co się sączyła z otwartej rany, obok niego leżało narzędzie samobójstwa – rewolwer. Nieszczęśliwy utracił całkowicie przytomność i słabe tylko dawał oznaki życia. Szybko więc powiosłowali do brzegu. Rannego przeniesiono do najbliższego domu. Zaczęto go cucić i powoli przyszedł do siebie. Na widok księży zacisnął pięści, oczy przybrały wyraz nienawiści i gniewu, a z ust jego posypał się gęsty grad przekleństw. Przeklinał ich za to, że go przyprowadzili do życia; mówił, że chce umrzeć, że w nic nie wierzy, ani w Boga, ani w życie przyszłe, - że do nieba nie myśli się dostać, a piekła się nie boi, że nikt nie ma prawa mu przeszkadzać w samobójczych zamiarach. – Nic nie pomogły łagodne napomnienia obydwu księży. Owszem, powodowały jeszcze większą wściekłość. Nagle obaj księża chwycili za nie odstępujące ich nigdy różańce, a uklęknąwszy u łóżka konającego poczęli się wspólnie modlić. Mała zielona izdebka stała się miejscem dziwnej, wstrząsającej sceny. Słychać tam było ciche, łagodne słowa powtarzanej na przemian modlitwy, przerywane co chwila wybuchami wściekłości dogorywającego samobójcy. Nieszczęśliwy w swoim zapamiętaniu tak daleko się posunął, że nie mogąc z powodu osłabienia w inny sposób znieważać obu kapłanów, pluł im w twarz krwawą pianą. Całą odpowiedzią na te zniewagi były powtarzające się nieustannie słowa różańca: „Święta Maryo, Matko Boża módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinie śmierci naszej. Amen”. Wreszcie siły konającego zaczęły opuszczać. Z piersi dobywał się mu się krótki, chrapliwy oddech. O uszy coraz wyraźniej obijały mu się słowa różańca. Przed oczami przesuwały mu się zwolna jedne po drugich tajemnice różańca. I wspomniał, jak małym dzieckiem będąc uczył się od matki pacierza; jak przy I Komunii św. dała mu na pamiątkę różaniec, jak jej przyrzekł, że i dzień jeden nie minie, by go na cześć Matki Boskiej nie zmówił. A potem? O, potem nastały złe, smutne dni zapomnienia o Bogu i o Maryi, dni co go wprowadziły w grzech i niewiarę, co mu do ręki włożyły narzędzie zbrodni … Po trawionej gorączką twarzy konającego poczęła się zwolna sączyć łza żalu, jedna, druga, dziesiąta, a do głosów księży odmawiających na przemian różaniec, dołączył się niebawem głos trzeci, drżący, nieśmiały i powtarzał za nimi z cicha słowa modlitwy: „Święta Maryo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinie śmierci naszej. Amen.” Wkrótce potem zaopatrzony sakramentami św. umarł na rękach swoich wybawców, błogosławiąc im i dziękując. Oto najmilsi, mamy przykład, jak skuteczną jest modlitwa różańca.

Fragment kazania wygłoszonego 1.10. 1939

***

Musicie dzisiaj (…) postawić sobie pytanie, dlaczego tak wielu ludzi właściwie gorszy się chrześcijaństwem i Kościołem. Czy w naszym chrześcijaństwie naprawdę nie tkwi dużo bezdusznej formy i ociężałej mentalności mieszczańskiej, która nic ale to naprawdę nic już nie odczuwa z naglącej stanowczości, z jaką Chrystus domagał się podjęcia decyzji? A może jest tak, że Bóg pozwala dzisiaj aby tak potężna burza szalała wokół drzewa, jakim jest Kościół, aby spróchniałe gałęzie  opadły a drzewo po prostu głębiej zapuściło korzenie w ziemię? Nie będziemy umieli dostrzec żadnego głębszego znaczenia w nieszczęśliwych zrządzeniach, które dotykają dziś chrześcijaństwo jeśli nie usłyszymy w nich Bożego głosu wzywającego do opamiętania i szczerego rachunku sumienia. (…)

Katoliku! Chrześcijaninie! «Walcz, zdobywaj i utrzymaj to co przejąłeś od swoich ojców!» Musimy sobie na nowo wywalczyć i zdobyć naszą świętą wiarę katolicką! Nie może ona pozostać dłużej kwestią przyzwyczajenia! Jej prawdy, których słuchaliśmy od dziecka, musza nas znowu wewnętrznie pochłonąć i ująć. Jednym słowem: musimy znowu stać się żywymi chrześcijanami! (…)

Jeśli nasza religia jest czymś jedynie niedzielnym i nie czerpiemy z niej żadnych ideałów ani sił, aby podołać trudom dnia codziennego, cóż mamy z takiej religii? Wówczas rację maja ci, którzy wołają do nas: «Porzućcie wreszcie chrześcijaństwo. Ono jest przecież od dawna zgrzybiałe i zwapniałe. Nie ma nam już nic więcej do powiedzenia i do zaoferowania.» Zobaczcie tu wezwanie naszych czasów i drugie wezwanie Boga we współczesnej walce o wiarę: Katoliku! Chrześcijaninie! Umieść swoją religię na nowo w centrum twojej codzienności! (…)

Drodzy chrześcijanie!

Chcemy tych świętych codzienności, chcemy się stawać tymi żywymi chrześcijanami dnia powszedniego. Ale aby to osiągnąć, musimy zadać sobie wiele trudu. Chrześcijaństwo nie jest łóżkiem dla leniucha, na którym możemy się rozciągać i przeciągać. Chrześcijaństwo jest walką i wymaga niezłomnego zaangażowania! «Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i [tylko] ludzie gwałtowi zdobywają je». Jeżeli zatem Bóg zwraca się do nas z wymaganiami, to nie chcemy tchórzliwie się wymigiwać, lecz odważnie i w pełni sił mówić: «Oto jestem Panie, mów co mam czynić». Amen.”

Fragment kazania bł. ks. Jana Machy z dnia 31 VIII 1940 r.

***

Pobożny, ale cierpieniami mocno przygnębiony człowiek, w smutku swoim powątpiewać zaczął, czy Bóg troszczy się o dobro ludzi. To powątpiewanie, więcej niż niedola jego wyciskało mu łez i tak wycieńczony, ze łzami w oczach zasnął. Osobliwy miał teraz sen. Śniło mu się, że zabłąkał się w podróży. W tym zbliżył się ku niemu jakiś człowiek, który obiecał iść z nim i drogę mu pokazać. Tak zaprowadził przewodnik naszego pobożnego człowieka do domu człowieka, który przyjął ich bardzo uprzejmie. Gdy stąd wyszli, spostrzegł, że przewodnik zabrał potajemnie kubek złoty, który stał na boku. – Drugiego dnia wstąpili do złego człowieka, który zaledwie dał im kącik na odpoczynek i nic innego nie robił, jak jadł, pił i przeklinał: temu przewodnik zostawił kubek skradziony u pobożnego. Trzeciego dnia odwiedzili znowu cnotliwego gospodarza, który im wszelkich grzeczności nie szczędził. Temu, odchodząc, przewodnik podpalił dom. – Czwartego dnia podobnież, nader zacny człowiek przyjmował ich z największą gościnnością i gdy mu przewodnik oznajmił, że nie zna dalszej drogi, gospodarz wyprawił z nimi własnego syna. Ale zaledwie przyszli do mostu, przewodnik porwał chłopca i wrzucił w bystrą rzekę, gdzie ten utonął. Tak niegodziwy uczynek oburzył nareszcie jego towarzysza, nie mógł już wytrzymać i zawołał: „O potworo, wolę sam błąkać się wśród najgęstszych puszczy, a nawet być pożartym przez zwierzęta drapieżne, niźli z tobą, co się dopuszczasz takich zbrodni dalej wędrować. Gdy to mówił, przewodnik przybrał blask niebieski i rzekł z godnością i powagą: Ucz się i podziwiaj drogi opatrzności. – Kubek który zabrałem pierwszemu, był zatruty i temu kto by się go dotknął, najszkodliwszy. Wziąłem go przeto pobożnemu, a dałem złemu za karę. Pod popiołem domu, który podpaliłem, jest ogromny skarb, który człowiek cnotliwy znajdzie i użyje na liczne dobre uczynki. Młodzieniec zaś, którego wrzuciłem w rzekę zamordowałby wkrótce własnego ojca, występkami swoimi byłby męczarnią dla matki, a hańbą dla swoich krewnych. – Przestań więc powątpiewać o Opatrzności i ucz się drogi jej, jeżeli ich nie pojmujesz, z pokorą uwielbiać”.

Fragment kazania wygłoszonego 9 VII 1939 r.

***

Przed kilkoma laty w rzymskim Koloseum było święto. Na ruinach amfiteatru postawiono krzyż Chrystusa. Na miejscu, w którym kiedyś chrześcijanie ponosili męczeńską śmierć, stał znienawidzony krzyż. A zatem krwawi cesarze nie pokonali Kościoła. Historia nie mogła zmieść chrześcijaństwa. Nawet w tym miejscu, gdzie umierało najwięcej chrześcijan, stoi dzisiaj triumfalnie Krzyż Chrystusa. Jego panowanie rozprzestrzeniło się na cały świat. Biedny rybak Piotr, który też umarł śmiercią męczeńską, ma teraz w Rzymie najpiękniejszy kościół. Przed kościołem stoi kolumna, która została sprowadzona z Egiptu przez pogańskiego cesarza Kaligulę. Teraz na szczycie tej kolumny widnieje Krzyż Chrystusa. Na kolumnie lśni inskrypcja, z którą powinni zapoznać się przeciwnicy i wrogowie Chrystusa: „Christus vincit, Christus regnat, Christus, Christus imperat” – „Chrystus zwycięża, Chrystus rządzi, Chrystus panuje”, ponieważ On jest prawdziwym Bogiem. Amen.

Fragment kazania wygłoszonego 16 III 1941 r.

***

Myśl o niebie! Tak wreszcie odzywa się do każdego z nas dusza nasza. O czym może myśleć więzień zamknięty za grubą kratą? O wolności. O czy myśli człowiek, wyrwany z własnej ojczyzny i przeniesiony na grunt obcy? O kraju swoim, o domie rodzinnym. O czymże tedy powinien myśleć każdy człowiek, który przecież lepszą swą cząstkę – duszę – wziął z nieba? – O niebie. Niebo to nasza prawdziwa ojczyzna, to nasze dziedzictwo. Tu na ziemi jesteśmy tylko wygnańcami: „Nie mamy tu miasta trwałego, ale przyszłego szukamy”. (Żyd. 13,14). Tak powiada św. Paweł. Tylko człowiek niespełna rozumu wybiera się w daleką podróż nie myśląc wcale o celu. Myślmy o niebie, bo to kres naszej pielgrzymki doczesnej; myślmy o Ojcu, który nas tam czeka. Myślmy o Matce Pannie Maryi; myślmy o braciach i siostrach, Świętych Pańskich którzy na wyprzedzili, myślmy o szczęśliwości bez granic, zgotowanej dla nas w niebiesiech!

Fragment kazania wygłoszonego 1.11.1939

***

Starożytni, gdy morze się burzyło i niosło zniszczenie, lali na spienione, huczące, groźne fale oliwę. – Ile razy burza rozszaleje nad światem, a wały wód złych mocy, chcą nas i to co jest nam najdroższe zatopić, leje Kościół na spiętrzone fale oliwę i ona uspokaja burzę. Tą oliwą – w myśl słów przytoczonych na początku kazania, to święte imiona Jezusa i Marii, wymawiane w różańcu. – Tak, różaniec św. jest owym „olejkiem”, ową oliwą, wylaną na szalejące morze. I nigdy ta oliwa różańcowa nie zawiodła! Olej różańcowy zawsze burze uspokajał.

Fragment kazania wygłoszonego 1.10. 1939

***

Od czasu kiedy świt pierwszego Święta Wielkanocy rozjaśnił zrozpaczone oblicza Apostołów i przyniósł im cudowną radosną nowinę minęły prawie dwa tysiące lat w historii ludzkości. Niezliczone są kierunki duchowe, które pojawiały się od tego czasu, aby zaprowadzić ludzkość do krainy szczęśliwości. Mimo to miliony ludzi na całej kuli ziemskiej oddają dzisiaj hołd Zmartwychwstałemu Chrystusowi w pokornej modlitwie i instynktownie wyznają prawdę słów Apostoła: „nie istnieje na świecie żadne inne imię, które by w duszy ludzkiej wywoływało takie uczucie, jakie w nas budzi Imię Jezusa”.

Spójrzcie: grób, który przez dwa tysiące lat nie uległ zniszczeniu! Grób, nad którym miliony czuwają w modlitwie, ponieważ wiedzą, że bez zmartwychwstałego Chrystusa nie ma bezpiecznego życia, nie ma nadziei na przyszłość ani ukoronowania życia.

Fragment kazania wygłoszonego 13.04.1941

***

Nawet gdy cezarowie będą zakładać dumne cesarstwa, uczeni zaskakiwać ludzkość nowymi osiągnięciami techniki i nauki, artyści tworzyć cudowne dzieła, to wszystko to nigdy nie wypełni głębi duszy ludzkiej, jeśli zapomnimy o podążaniu za Zmartwychwstałym Chrystusem. Faust Goethego także próbował wszystkiego na świecie. I kiedy w końcu oszukany przez wszystko i zrozpaczony próbował odebrać sobie życie, usłyszał nagle uroczysty dźwięk dzwonów wielkanocnych: ręka, którą chciał odebrać sobie życie, opadła, a jego ogarnęła nowa chęć życia.

Fragment kazania wygłoszonego 13.04.1941

 

***

„Kim jesteś?” (Jan)

 

Wszystkie dziedziny nauki bardzo szybko się dziś rozwijają, ale jedną dziedziną niestety za mało się zajmujemy, a jest nią samopoznanie, które św. Klemens z Aleksandrii nazywa „najdoskonalszą ze wszystkich nauk”. Spróbujmy więc pójść choć trochę dalej w tej dziedzinie przez poszukanie odpowiedzi na pytanie, które Żydzi zadali św. Janowi: „Kim jesteś?”

 

Zapytajmy więc:

Kim jesteś jako człowiek i

Kim jesteś jako chrześcijanin.

(…)

Mój drogi słuchaczu! Czy może ty też jesteś współczesnym chrześcijaninem, chrześcijańsko ochrzczony, ale żyjący jak poganin? Chrześcijanin z nazwy, którego niewiele obchodzą łaska i przepisy Kościoła? Wtedy również ciebie będą dotyczyć słowa Zbawiciela: „Poganom w dniu sądu będzie lepiej niż tobie”.

Fragment kazania wygłoszonego 15.12.1940

 

***

Przypatrzmy się bliżej tej Jerozolimie nad którą Chrystus zapłakał. Jerozolima była bogatym miastem. Chlubą jej była świątynia prawdziwego Boga. Dachy świecą się od złotych blach. Lud bogaty. W świątyni dym kadzielnicy z modłami kapłanów codziennie się wznosi pod niebo; od świtu do wieczora kapłani i lewici śpiewają psalmy na chwałę Boga, a przecież Chrystus Pan płacze nad zepsutem miastem. Czemu? Bo oto w tych pysznych pałacach widział Pan Jezus wielką liczbę bezbożnych Sadyceuszów, którzy całkiem wiarę prawdziwą zagubili, którzy żyjąc w rozpustach jak ów bogacz ewangeliczny, z wszelkich nauk i proroctw tylko drwili i urągali. Tu w tych mieszkaniach widział Pan Jezus chytrych Faryzeuszów, którzy pod obłudą pobożności szkaradne krzywdy i zdrady ukrywali. Tu widział knujących bunty i niepokoje Herodianów; tu patrzał na dumnych Gamalielistów i Hellenistów, nauczycieli publicznych szkół, dbających i uganiających się o sławę, lecz nie dbających o chwałę Boga i Jego wyroki. Tu widział naród wybrany, pokolenie Judy i Dawida zmienione, jakby złoto sczerniałe na węgiel. Westchnął Pan Jezus i rzewnie zapłakał: „Gdybyś ty miasto poznało dzień nawiedzenia Twego”.

(…)

I cóż dla nas stąd wynika? Oto: rozważmy i my dzisiaj toż samo miłosierdzie Boga około naszego zbawienia. Ten sam jest dzisiaj Zbawiciel, który wzdychał i płakał nad zaślepieniem ludu swego. Ten sam działa niepojęte cuda miłosierdzia swego, abyśmy nie zginęli na wieki. Któż nie wzruszy się słysząc o ogromie miłosierdzia Bożego? Już w St.[arym] Test.[amencie] tyle razy mamy powtórzone słowa: „Nie chcę śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył”. Któż się nie wzruszy słysząc przypowieść o synu marnotrawnym, która jest obrazem miłosierdzia Bożego. Bo jako ojciec marnotrawnego syna przyjmuje ochotnie, i powracającego przyciska do serca, nie wyrzucając mu ani utraty majątku, ani występków jego, tylko ściska i całuje uratowanego, nowymi okrywając go sukniami i ozdobami, tak czyni Ojciec niebieski: woła do siebie odbiegłego człowieka, prosi, różnymi sposobami przyciąga, wszystkie grzechy przebacza, i cieszy się z uratowania zgubionego już grzesznika.

Fragment kazania wygłoszonego 07.08.1938

***

Nierzadko czyni się chrześcijaństwu zarzut, jakoby zdrętwiało ono w przepisach wiary i tekstach modlitw. Zarzuca się, że nie ma w nim już ciepła i przeżywania oraz że my – chrześcijanie – potrafimy wprawdzie dużo opowiadać o Bogu i bożych sprawach, jednak nasze serca pozostają przy tym zimne i niewzruszone. Choć zarzut ten jest zapewne przesadzony, to jednak tkwi w nim przecież ziarenko prawdy.

(…) Wszyscy wierzymy w Stwórcę i Ojca w niebie. Ale czy idziemy przez życie rzeczywiście radośniej niż ci, którzy nie mają (już) takiej wiary? Czy naprawdę lepiej potrafimy radzić sobie z trudnościami w życiu? Tutaj przecież coś jest nie w porządku! Czegoś tu brakuje!

(…)

„Jeśli Bóg mnie ukochał, to jedyną odpowiednią postawą byłaby moja miłość do Niego!” Gdyby ta myśl obudziła się i zapuściła korzenie w naszej duszy, to byłby najlepszy owoc tego kazania. Ponieważ wraz z dniem, w którym zaczynamy miłować Boga, zaczyna się prawdziwie i szczerze nowy odcinek naszego życia. Wówczas wszystko ukaże się nam w nowym świetle. Nasza relacja z Bogiem i z bliźnimi, nasza postawa wobec krzyża i cierpienia w naszym życiu, nasza praca zawodowa, wszystko naraz otrzyma zupełnie inny wizerunek. Nasze myślenie, mówienie i działanie, całe nasze życie będzie doznawać powolnej, ale nieustającej przemiany od wewnątrz.

Fragment kazania wygłoszonego 1.03.1940 

***

O nadziei:

„Nie traćcie nadziei, jeśli zdarzy się, że będziemy w mniejszości! Zaczyn jest również mniejszością pośród dużej ilości mąki. Chrystus, apostołowie, pierwsi chrześcijanie także byli w mniejszości”.

(kazanie wygłoszone w listopadzie 1940)

  

 ***

O wdzięczności:

Wdzięczność jest zewnętrznym wyrazem kochającego. Jest to przymiot szlachetnej duszy, która za odebrane dobrodziejstwa oddaje uczucie serca. Ten przymiot instynktownie posiadają zwierzęta, a żywioły świata przypominają go człowiekowi. W żywocie św. Gerazyma czytamy, że do jamy nad Jordanem, w której ów św. żył, przybliżył się pewnego dnia z wielkim rykiem lew, któremu ostry cierń rozdarł łapę. Pustelnik wyjął cierń z łapy, która się już jątrzyła, obmył i owinął łapę. Wdzięczny lew już od owego dnia nie opuścił Gerazyma, wszędzie mu towarzyszył, w nocy spał przed jego celą. Jak mógł tak mu służył. Gdy św. umarł, zwierzę żałośnie ryczało, okazując głęboką boleść. Lew nic nie jadł, ale rycząc żałośnie, rzucał się na mogile św. tak długo aż tam skonał. A więc nawet dzikie zwierzę umie być wdzięczne za małą usługę. Sam tylko człowiek staje się dla Boga niewdzięczny.

(…)

A czy nie mamy za co Panu Bogu dziękować? Jeżeli ten, który może nie miał całe życie na pożywienie, jak i ten, który całe może życie był nękany chorobami i cierpieniami, poczuwa się do wdzięczności wobec Boga, to tym bardziej ty, który wszystko masz. Masz i zdrowie i dobrobyt i szczęśliwym się czujesz. Potrzebaż to wielu jeszcze dowodów, że masz być Bogu wdzięczny? Jeżelim mało powiedział i tym, co powiedziałem do wdzięczności ku Bogu was nie poruszył, przypomnijcie sobie grzechy wasze, któreście od początku życia waszego popełnili, przypomnijcie sobie złe myśli, mowy i szkaradne uczynki, o których najlepiej sumienie wasze wie, bo są zakryte przed oczami ludzkimi.

Osądźcie się sami w skrytości i wyznaczcie sobie bezstronnie karę, a poznacie, iżby niejeden już dawno w płomieniach piekielnych gorzał, a przecież Pan Bóg go tak nie ukarał, lecz trzyma go na świecie? Dlaczego? Oto dlatego by się poprawił i dobrymi uczynkami za przewinienia odpokutował i odwdzięczył. (…)

Fragment kazania wygłoszonego 26.08.1939

*** 

O Opatrzności Bożej

„(…)Pewnego dnia zawiadomiono św. Józefa Cottolengo, założyciela Małego Domku Opatrzności Bożej, iż zabrakło zapasów w spiżarni, więc kilkuset chorych nie będzie miało obiadu. Cottolengo uśmiechnął się tylko i kazał nakrywać w refektarzu. Nadeszła pora obiadowa, chorzy zasiedli do stołów, a na stołach pusto. Cottolengo zaczyna odmawiać modlitwy przed jedzeniem, aż oto słychać turkot wozów, wjeżdżających na podwórze Małego Domku. To Opatrzność Boża przysłała swym biedakom gotowy obiad. Oto pułk wojska otrzymał nagle rozkaz wymaszerowania na manewry. Rozkaz musiano spełnić bez zwłoki, nie było czasu na spożycie obiadu, więc też pułkownik kazał gotowy obiad zawieść do Małego Domku.

(…)

Wprawdzie zamiary Boże są dla nas często nie zrozumiałe, według słów Dawida: „Sądy Twoje przepaść wielka”, lecz pochodzi to stąd, że my patrzymy tylko na chwilę obecną i chcemy by ona była dla nas korzystną. Bóg zaś obejmuje swoją opatrznością całe nasze życie i wieczność naszą, by nam ułatwić osiągnięcie ostatecznego celu. Dlatego szemrzemy często przeciw Bogu, dopuszczamy do siebie wątpliwości, czy też Bóg sprawiedliwie rządzi światem. My byśmy inaczej rządzili! Takie okrzyki wyrywają się nam z piersi. Ale czy słusznie?”

Fragment kazania wygłoszonego 9.07.1939

***

 

(…) Gdy św. Franciszka de Chantal była jeszcze małą dziewczynką, pewien heretyk w jej obecności przemawiał w sposób pełen niedowiarstwa na temat Najświętszego Sakramentu. Wtedy Franciszka wystąpiła przed niego ze słowami: „Jak to? Nie wierzy pan, że Jezus jest w Najświętszym Sakramencie? Przecież On sam to powiedział. Czyni Go więc pan kłamcą? Gdyby posądził pan króla o kłamstwo, skazano by pana na ciężką karę. Czego może pan oczekiwać, skoro samego Boga czyni pan kłamcą?”.

(…)

Także dzisiaj Jego potęga jest tak samo wielka, jak wcześniej. I także was zaprasza On: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Podążcie zatem za jego zaproszeniem. Przychodźcie naprawdę często do domu Bożego, aby oddać Chrystusowi cześć w Najświętszym Sakramencie i powierzyć Mu wszystkie intencje i cierpienia waszych serc. On wam pomoże. Wprawdzie nie spełni wszystkich waszych czysto doczesnych ziemskich życzeń, tak samo nie odejmie wam wszystkich waszych krzyżów i mąk. Ale wam pomoże, pokrzepi was i wzmocni w walce ze złem. I jeśli wpadniecie znów w grzech, udzieli wam odwagi i siły, abyście przez szczerą pokutę powrócili na drogę łaski i cnoty. Amen.

Fragment kazania wygłoszonego 31.08.1941

*** 

"Pewien umierający ojciec zawołał do swojego łoża swych 12 synów i dając im 12 strzał związanych razem żądał, aby je złamali. Kiedy jednak żaden z 12 mężczyzn tego uczynić nie mógł pomimo swojej siły, wtedy ojciec rozwiązał strzały i swoimi słabymi rękami złamał jedną po drugiej. Kiedy synowie patrzeli na ojca nie wiedząc co by ta cała scena miała oznaczać, objaśnił im, że te związane strzały, których złamać nie mogli to solidarność. I tak – rzekł do nich – i was nikt nie przemoże, jeżeli tylko razem się trzymać będziecie. (...)

Najmilsi – czas, żeby się zainteresować życiem parafialnym. Uczmy się od nieprzyjaciół naszych, którzy znajdują wiele energii i czasu aby prowadzić dzieła zniszczenia. Tym bardziej my, którzy wiemy, że ani jeden czyn dobry nie będzie daremny, ale za wszystko Bóg nam wynagrodzi. Przede wszystkim wyrabiajmy w sobie ducha miłości i solidarności chrześcijańskiej, aby kiedyś i o nas można było powiedzieć, jak powiedział św. Łukasz o pierwszej gminie chrześcijańskiej: „A mnóstwa wierzących było serce jedno i dusza jedna”.
Amen.

Fragment kazania wygłoszonego 28.VIII 38 r.

 

****************

Zapraszamy wszystkich do tworzenia niniejszej strony. Niech to forum wymiany myśli ks. Jana będzie formą przygotowania do beatyfikacji, która odbędzie się 20 listopada 2021 r. 

Niech Sługa Boży ks. Jan Macha stanie się dla naszego Kościoła inspiracją odnowy osobistej, wspólnotowej i duszpasterskiej. 

Na stronie: https://ksmacha.pl/ możemy znaleźć kazania, listy ks. Jana. Zachęcamy do wczytania się w ich treść. Jeśli znajdziecie Państwo jakąś myśl, która w sposób szczególny Was zainspiruje do odnowy życia, prześlijcie ją wraz z linkiem - zamieścimy ją na naszej stronie, żeby także inni mogli zatrzymać się na tychże słowach.

Ufamy, że słowa ks. Jana staną się dla nas inspiracją do pogłębiania naszej więzi z Bogiem i sobą nawzajem.

Myśli można przesyłać na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 

19 marzec 2021

Archidiecezjalne Studium Duszpasterstwa Rodzin

Nowa edycja od września 2022 r.

22 luty 2021

Rok Rodziny Amoris Laetita

Rok Rodziny Amoris Laetitia jest inicjatywą papieża Franciszka, skierowaną do wszystkich rodzin...

19 luty 2021

Jubileusze małżeńskie 2022

Msza Święta w intencji jubilatów odbędzie się 22 maja 2022 r.